"poniedziałku, spadłeś na mnie wprost po niedzieli"... 2011-02-07 21:35:01

Poniedziałek.

6. 15 - dzwoni budzik.
Strażak uprzedza, że właczy światło ("mała, zamknij oczy").

Strażak (patrzy na moje zaspane lica): "Wiesz, Ty nawet ładna jesteś..."

Ja: "A możesz przypomnieć, jak masz na imię?!"

PS W weekend bawiliśmy w stolicy. Każde z nas wzięło po 2 szczoteczki do zębów. Tak na wypadek, gdyby to drugie zapomniało ;)

skomentuj (2)

"każda kobieta chciałaby mieć płomienie co noc ... 2011-01-23 18:41:07


... a płomienie co noc mają tylko strażacy"...

A ściślej - co trzecią dobę, kiedy idą na służbę ;)

Pomiędzy służbami strażak gasi pożary tylko u mnie. To już ponad dwa miesiące, a ja nie uciekłam, w co sama nie mogę uwierzyć. Choć był moment, gdy jedną nogą byłam już na zewnątrz, ale mnie umiejętnie zatrzymał. Jest taki inny niż moi dotychczasowi faceci... Wreszcie chyba przerwał się mój masochistyczny zaklęty krąg i trafił mi się chłop bez frustracji, pełen pozytywnej energii, może nie żaden Einstein (choć studia ma), ale z pasją i ambicją. Nosi mnie na rękach, a ja ponoć częściej się uśmiecham. Rozczulają mnie zwykłe momenty, o których dawno już zdążyłam zapomnieć przez te 4 lata staropanieńskiego bytu. Już nie muszę być zajebistą suką bicz 24 na dobę, już mogę poryczeć w rękaw męskiej koszuli. W łazience dwie szczoteczki do zębów, w sercu zawierucha. Jeszcze nie miłość, ale już motyle w żołądku. Jeszcze nie mamy wspólnej przyszłości, ale już mamy teraźniejszość. Przycięłam pazurki.

skomentuj (2)

"just get me through december"... 2010-11-29 21:09:35

Tydzień temu oglądałam "Pojutrze" - taki prosty film katastroficzny... I miałam przez większą część ochotę ryczeć. Nie, nie wzruszały mnie specjalnie losy bohaterów. Film jest o zlodowaceniu, więc widząc go jakby miałam nieustanne deja vi  ostatniej zimy... I czułam podskórnie, że zaraz będzie powtórka z rozrywki... I teraz, gdy już ledwo wróciłam do domu, gdy widzę, co się dzieje za oknem, gdy pomyślę, jakim cudem jutro dojadę do pracy, jakim cudem wrócę... znowu chce mi się ryczeć. NIENAWIDZĘ ZIMY! 


A tak w ogóle otwieram się. Widzę postęp. Mur wokół mnie jakby trochę zmalał, choć nie twierdzę, że już runął. Poznałam ostatnio faceta (strażaka) - standardowo na imprezie, wyciągnięta przez koleżankę (oj nie miałam nastroju na chulańce o swawole, bo tego dnia znów rozkraczył mi się samochód)... Ot - spotykam się z nim - kino i inne atrakcje... I jakby tego było mało, jakoś objawił się kolega od szybowców po dwóch latach i niemal wyznał mi miłość na progu, już wychodząc, ale... nie pozwoliłam mu ZOSTAĆ... Za to strażakowi wczoraj pozwoliłam.... Pierwszy raz od dawna nie mówię nie. Cieszy mnie bardzo, że relacja jest nienachalna, że jest TU I TERAZ i nie muszę się niczym stresować. Przecież w razie czego, gdybym zaczęła się dusić - ucieknę.

skomentuj (2)

retrospekcje 2010-11-05 22:44:06

Byłam dziś na szkoleniu organizowanym w sądzie, w którym rozpoczęłam moją szumną "karierę" w tzw. "wymiarze". Oczywiście wypadało się przywitać z tamtejszym prezesem, moim ówczesnym szefem. Zapytał, jakie mam plany, a ja na to, że mam MARZENIA - nadal te same, chcę zostać sędzią karnym. Rzeczywiście oceniać to trzeba w kategoriach marzeń, nie planów, bo zostanie sędzią w obecnej sytuacji kadrowej to jak wygrać w totka, a jeszcze móc wybrać wydział karny - bezcenne. A na to mój eks-szef mi powiedział, że już w jego sądzie, cztery lata temu, wyrobiłam sobie solidną markę i on mi nigdy tego okresu współpracy nie zapomni... I że jest o mnie spokojny i zawsze będzie po mojej stronie...

Musiałam się ulotnić po angielsku, bo prawie się poryczałam ze wzruszenia...

skomentuj (1)

"nobody said it was easy, no one ever said it would be this hard" ... 2010-10-17 20:37:08

Jestem ostatnio jakoś przepracowana.. Nie wiem, nie śledzę, zarobiona jestem...


Po pracoholiczym tygodniu (praca w pracy, praca do domu, sen i ten sam cyrk od nowa) zaliczyłam samochodową wtopę we wsi Zelgno, bo chciałam przepisowo pogadać przez telefon, czyli się zatrzymałam. Grające radio rozładowało mi akumulator i oto musiałam szukać autochtonów, co by mi auto popchnęli. Jest jednak siła w narodzie!

Skutek jednak jest taki, że ostatnio częściej widuję mojego mechanika, niż fryzjera i ginekologa, czyli nie za bardzo. Czyli debet. Debet tym większy, że w ramach pracy nad sobą robię porządki w uzębieniu. W klinice "leczymy bez bólu" (bez bólu dla zębów, z bólem dla portfela), bo po ostatnich moich przejściach z naprawianiem na żywca dwójek na kasę chorych mam traumę i bez zastrzyku i plomb z najwyższej półki nie dam się dotknąć.

Z tego wszystkiego rano wstaję, jakbym w ogóle nie spała, bo całymi nocami latam po jakichś lasach podmokłych, coś/ktoś mnie goni, a ja wpadam w topniejący śnieg i nie jest fajnie. Dla odmiany koszmar przybiera formę walących się ścian w moim mieszkaniu. Dlatego miłym zaskoczeniem były dwie ostatnie noce, kiedy to w moich snach zjawił się sam Hans Andersen (dla niewtajemniczonych - zawodnik Unibaxu Toruń w sezonie 2010). Zjawił się i mnie romantycznie całował! Mało tego, w następną noc przyszedł znów (co jest nowością, bo nigdy dotąd nie śniły mi się żadne dalsze ciągi) i biorąc mnie za rękę szeptał mi do ucha, że tylko ze mną chce być, bo takiej kobiety całe życie szukał... 
I jak tu rano wstać i wracać do kieratu?!

skomentuj (5)

MÓJ JEST TEN KAWAŁEK PODŁOGI! 2010-09-13 20:44:46

Mieszkam już u siebie prawie dwa miesiące.

Na początku było ciężko, ale na szczęście drzwi się nie zamykały, więc dałam jakoś radę zmierzyć się z tą paskudną samotnością do potęgi. Tak naprawdę dopiero po dwóch tygodniach, kiedy wracałam po imprezie z noclegiem w innym mieście, czułam, że wracam DO SIEBIE. I nie mogłam się już doczekać.
Dorosłość jest przereklamowana. Moje zobowiązania przekraczają moje dochody, co oznacza, że gdyby nie obiady jadane u rodziców co jakiś czas - pewnie niewiele bym jadła. Zostałam fanką produktów żywnościowych w "dobrej cenie" i dobrze mi z tym nawet. Ale i tak w połowie miesiąca wchodzę w debet. A przecież jestem nieźle zarabiającą osobą, sądząc po wskaźniku średniej krajowej. Single jednak mają zawsze pod górkę...
Cena samodzielności więc niska nie jest, ale wszystkie te koszty i tak są tego warte. Przyjaciele twierdzą, że moje mieszkanie jest jak czarna dziura, bo jak się tu wejdzie, po prostu nie chce się wychodzić - i bardzo mi to schlebia ;) Nauczyłam się kilku potraw, zawsze mam składniki na awaryjną sałatkę i wódkę w lodówce na wieczór na zasadzie "wpadajcie!".
I dojrzałam. Ale wewnętrznie jakoś bardziej się nie ogarnęłam i choć nie sposób tego racjonalnie wytłumaczyć - nadal są wieczory, gdy  gryzę ściany... Tyle, że to są moje własne ściany, pod kredyt do końca życia.

I w szoku jestem, że mi jeszcze nie skasowali bloga!!

skomentuj (2)

"czasem się leci ładnie, czasem się na dupę spadnie"... 2010-01-25 22:32:51

Walka z zimą jak na razie nierówna, 2 urlopy na żądanie przez zasypane drogi (błagam, niech już nie pada to białe gówno!), a dziś dla odmiany mój niezawodny samochód odmówił współpracy po "najzimniejszej nocy tej zimy" i gdyby nie pomoc dobrych ludzi, to bym nie dojechała, a tak - TYLKO spóźniłam się do pracy...

Na budowie fajnie, tyle że kaloryfer zamontowali mi nie pod tym oknem, co uzgodniliśmy, ale będzie tak, jak sobie życzę - tak mnie zapewniono. Do tego się dowiedziałam, że zbyt optymistycznie z ekipą podeszłam do momentu rozpoczęcia prac wykończeniowych - 15 lutego jednak nie da rady, bo budynek jeszcze nie sprosta jako całość. Może to i lepiej, bo mróz paraliżuje mi myślenie i jakoś nie jestem w formie do uzgodnień projektanckich, nie mam melodii na rekonesans sklepowy i składanie zamówień na materiały, jakos to wszystko do mnie nie dociera....

Że z jednej strony będę mogła jarać nie wychodząc na mróz - super. Ale że z drugiej strony pierwszy raz od niemal 30 lat będę mieszkać SAMIUTEŃKA i mogę se ze ścianą o dupie maryni pogadać, to jakoś gorzej. Wiem, jestem dzieckiem podkloszowym... Dobrze, że w ogóle mam jakieś parcie na samodzielność i koniecznie chcę od dorosłości zarobić w papę. Nie dość, że stara panna, to jeszcze taka jakaś nieżyciowa socjopatka... Za punkt honoru stawiam sobie opanowanie trudnej sztuki prasowania ;))))

skomentuj (3)

if on a winter's night... 2010-01-08 21:58:14

Byłam na wakacjach, pierwszy raz od lat... (bodajże sześciu)... Na NARTACH! Ja i narty to iście kosmiczne połączenie, szczególnie, że przyszło mi zjeżdżać na czerwonych krynickich trasach, a sztuka jeżdżenia na nartach nie należy do moich talentów... Ale ci ludzie, ten śnieg, który żarłam, gdy upadałam na twarz, aż wypinały mi się narty... To czysta poezja... Ten sylwester na szczycie Jaworzyny... Ach!... Rozmowy przy wódce do późnej nocy, każda codzienna czynność była tam czymś absolutnie szczególnym.
I trudno się wraca do rzeczywistości...
Dopada mnie więc melancholia, najlepiej ucieleśniona w utworach na ostatniej płycie Stinga...
Najbardziej w "The Hounds of winter"...

Ech...

skomentuj (4)

"I can be wilder than the wind, 119 miles an hour... You think I'm crazy, a little bit hazy ... 2009-11-16 23:04:38

... but I'm stone, cold, sober"...

Działam na zasadzie zrywów akcji, ale generalnie tkwię w marazmie. Takim totalnym, bo zastrzeliłam się październikiem w łeb i jeszcze mnie w listopadzie trzyma. Nie wiem, ja nie nadaję się na wstawanie w środku nocy, błądzenie w ciemnościach z kubkiem kawy, która już nie działa. Ożywiam się po dłuższym czasie, jak mnie w Trójce w porannej audycji czymś rozbawią, albo jak puszczą kawałek Palomy Faith (bosz, ona jest po prostu ZAJEBISTA!). Albo kiedy widzę, co mi ośrodek migracyjny zrobił w jednej księdze: właściciel - Kowalski, imię ojca - Józef, imię matki - Wojciech... ;) Albo: właściciele - Krzysztof i Zdzisław we wspólności małżeńskiej ustawowej...

No i ożywiam się, jak sobie znajdę zadanie do wykonania. Między 8.15 - 15.15 jest to stosunkowo łatwe, bo nawet nie bardzo mam wówczas czas, żeby zjeść śniadanie nie zbierając potem okruchów z klawiatury. A o kawie sobie przypominam, jak już osiąga temperaturę mżawki za oknem. Po pracy natomiast czasem zdarzy się jakaś akcja - zakup, wymiana opon, przegląd, rata do zapłacenia, jedna, druga, trzecia, znowu w tym miesiącu nie wystarczy na krem na zmarchy... Poza tym - czarna dupa jakaś.

Jak zwykle się okazuje, że nie mam w czym chodzić, że już prawie pół roku nie byłam u fryzjera, że nie mam ciekawej opcji na kolejny sobotni wieczór. Że nie mam już więcej Chirurgów do obejrzenia. Że nawet zabalować nie ma jak, bo odkładam na te żarówki. Ot - proza życia...

skomentuj (8)

"lay down with me, tell me no lies"... 2009-09-29 23:22:09

I tak oto doszłam do momentu, w którym pierwszy raz nie mówię "NIE". Mój londyński loverboy dostał mój numer telefonu i zaczęliśmy korespondencję, na razie nieco kurtuazyjną, ale w końcu nie od razu Rzym zbudowano (czy whatever). Nie uciekłam od razu, jak to mam w zwyczaju, bo sytuacja jest bezpieczna: on TAM, ja TU i poza słowami nic z tego na razie nie wyniknie. I dobrze ;)

Byłam w MOIM  mieszkaniu, jest dokładnie takie, jak to sobie wymarzyłam! Trochę nadal to do mnie nie dociera, może tylko w momencie dokonywania operacji na koncie pt. oszczędzamy, czyli pakujemy spore sumki w konto gdzie indziej (a'la skarpeta). Do tego jak spłacę ratę samochodową to wynagrodzenie topnieje w masakrycznym tempie. A niedługo czeka mnie zakup tuszu do rzęs, nie wiem, czy podołam ;)

Koniec miesiąca się zbliża, ale w pracy wszystko ogarnięte. Wpływ opanowany, tzn. spraw załatwionych jest więcej niż wpłynęło. Ja nie wiem, skąd we mnie te pokłady energii w robocie, ale może po prostu uwielbiam mieć to pierwsze miejsce w zestawieniach statystycznych?! Co prawda właśnie zabalowałam, tzn. do pobudki 7 godzin, więc się nie wyśpię, ale błogosławiony ten, kto wymyślił kawę...

skomentuj (3)

Księga Gości