"just get me through december"...

2010-11-29 21:09:35

Tydzień temu oglądałam "Pojutrze" - taki prosty film katastroficzny... I miałam przez większą część ochotę ryczeć. Nie, nie wzruszały mnie specjalnie losy bohaterów. Film jest o zlodowaceniu, więc widząc go jakby miałam nieustanne deja vi  ostatniej zimy... I czułam podskórnie, że zaraz będzie powtórka z rozrywki... I teraz, gdy już ledwo wróciłam do domu, gdy widzę, co się dzieje za oknem, gdy pomyślę, jakim cudem jutro dojadę do pracy, jakim cudem wrócę... znowu chce mi się ryczeć. NIENAWIDZĘ ZIMY! 


A tak w ogóle otwieram się. Widzę postęp. Mur wokół mnie jakby trochę zmalał, choć nie twierdzę, że już runął. Poznałam ostatnio faceta (strażaka) - standardowo na imprezie, wyciągnięta przez koleżankę (oj nie miałam nastroju na chulańce o swawole, bo tego dnia znów rozkraczył mi się samochód)... Ot - spotykam się z nim - kino i inne atrakcje... I jakby tego było mało, jakoś objawił się kolega od szybowców po dwóch latach i niemal wyznał mi miłość na progu, już wychodząc, ale... nie pozwoliłam mu ZOSTAĆ... Za to strażakowi wczoraj pozwoliłam.... Pierwszy raz od dawna nie mówię nie. Cieszy mnie bardzo, że relacja jest nienachalna, że jest TU I TERAZ i nie muszę się niczym stresować. Przecież w razie czego, gdybym zaczęła się dusić - ucieknę.

skomentuj (2)
Strona główna